Category Archives: wariacje

iran – przypadkowy wywiad

Któregoś dnia postanowiłem podzielić się moimi zdjęciami na grupie See_you_in_Iran na Facebook’u. Pomyślałem, że kilka osób może zainteresować się nimi i udać się do miejsc, w których zostały wykonane. Reakcja na zdjęcia bardzo mnie ucieszyła. Po kilku godzinach napisała do mnie Farnaz, która studiuje dziennikarstwo w Dubaju. Zapytała mnie, czy mógłbym udzielić dla niej wywiadu dotyczącego moich wrażej z wyjazdu do Iranu, gdyż zbiera materiały do swojej pracy – magazynu poświęconego Iranowi. Nigdy nie odmawiam w takich sytuacjach. Muszę przyznać, że naiwnie wierzę w taki świat – ludzie, którzy się nie znają, ale wyświadczają sobie przysługi, rozmawiają, wymieniają się poglądami. Nie chciałbym zatracić tej cechy.

Być może kogoś zainteresują moje odpowiedzi. [ENG]

When did you travel to Iran? Was it your first time?
I have always wanted to go to Iran but I could not find accompany to do so. In the beginning of this year I said to myself that I need to go there now and I booked a flight. It was fine by me to go to Iran alone. I mailed to my older sister to share this exciting news. She booked a flight two days after so we went there together in March.

Which city did you visit? Which city did you like more?
I think I have done this “typical” route, from north to south: Tehran, Kashan, Isfahan, Yazd, Shiraz and smaller places all around them. I like Kashan for the hospitality that I could experience, Tehran for a Tower of Freedom and Shiraz for mosques. But I just love Yazd. For its coziness, Zoroastrian sites and zurkhaneh.

Which place in Iran did you like more and impressed you?
Towers of Silence in Yazd. Maybe it is nothing special for a regular tourist but I can say that I am fascinated by this religion and its influence on Iranian nowadays customs. It was something moving in climbing a hill and be on the place where numbers of people ended their journey on earth.

I think you are not a Muslim. But why did you visit Shah Chehcheragh in Shiraz?
It will be very simple answer – architecture and boldness of internal design.

You are from Poland where a rich history and many historical take place. What made your decision to travel to Iran?
Fascination of Middle East, architecture, Islam and all differences to the Polish culture. It is not easy to explain. I think that we choose our destinations because some countries are different and all of this differences attract us to come. Then we meet a lot of similarities that make us to visit again. I also wanted to see how the country was developing after a war and under western economic and diplomatic sanctions. From my research and studies I knew that the image of Iran in media might be a “bit” false so I wanted to check it by my own.

How did you communicate with Iranian people? Did you have any problem with talking English with them?
Sometimes that was a challenge. I live in very touristic city so in every restaurant or on the street you can speak at least English and German. Anyway, I was using my body language and Google translator if needed. It was not that bad. I could find out that many people are hungry of having a conversation with foreigners so we were trying to do our best. I learned some words in Farsi too. It was easy to guess when they were asking of the country of origin so I could response – Lahestan. And when they heard that conversation about volleyball were coming out 🙂

In your opinion what does Polish and Iranian people have similarities in?
That would be love to volleyball 🙂 It would be the first thing, very visible and that you can see without any deeper analysis of our characters. But when you talk more to Iranians, especially about difficult topics like politics and history, you can discover that the past is still very important for us. It was not easy, we had to fight for our survivor, very often invaded by neighbors. I think that is why we are so proud of who we are and our culture.
And also one more visible similarity – painting eggs in spring.

Can you please explain one of your best memory you had in Iran?
That will be my last night in Iran. I stayed in hostel in Tehran before my early flight. Young people that run this hostel celebrated charshanbe suri by making bonfire in a yard, jumping over flames and playing some music. That was like a perfect end of my stay in Iran but also reminded me of slightly forgotten ritual in Poland when people made bonfires to celebrate the victory of spring over the winter.

How much far was it from what you hear in media about Iran and what you see?
I will say this much – far, very far.

Which problem in Iran makes you to question Iran?
I would not dare. I might do not like some aspects of life and rules in Iran but maybe I simply do not understand them. I just hope that only Iranians will be able to change them if they find them as problems.

Between all the cities that you’d been to, how would you rate Iran out of all of them?
Iran was amazing, I did not expect that I will be able to experience and see so much. I was positively surprised. It is also difficult to compare city with other cities or country with other countries because everywhere you can find something interesting and different. But If I had to give some “stars” I would give five out of five.

Is there anything left that you want to add?
I want to come back and visit Tabriz and Keshm Island, to buy more sugar on sticks and visit people that I promised to visit. Iran has really big tourist potential and I hope Iranians will use it.


wywiad na bezdrożach

Podróż na biznes w wykonaniu założycieli jednego z najbardziej popularnych wydawnictw podróżniczych w Polsce – „Bezdroża”. Ich przykład pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych, a jedna podróż potrafi zmotywować bardziej, niż milionowy kapitał. Wywiad z Dominiką Zarębą.

 

RM: Najpierw pojawiła się pasja do podróżowania. Czy na jej podstawie zrodził się pomysł na stworzenie wydawnictwa?

DZ: Zdecydowanie tak. Pomysł na stworzenie wydawnictwa był bardzo spontaniczny, a bezpośrednim bodźcem była nasza – razem z Tomkiem Ostrowskim – dwumiesięczna podróż do Mongolii. Tak nas tej niezwykły kraj zainspirował, że postanowiliśmy napisać po nim przewodnik. Wydawało nam się, że dość dobrze poznaliśmy Mongolię a kultura i dziedzictwo Mongołów tak bardzo nas zafascynowało, że chcieliśmy się podzielić tym z innymi. W tym samym czasie dwójka znajomych bardzo blisko poznała Bajkał i w tym samym czasie napisała po tym regionie przewodnik (Julia Witczuk, Stanisław Pagacz). Mieliśmy więc dwa tytuły i szczerze mówiąc na samym początku nawet nie planowaliśmy, że powstanie z nich takie globtroterskie wydawnictwo i że trafimy na niszę rynkową w Polsce. Wymyśliliśmy z Tomkiem nazwę wydawnictwa, która wydawała nam się fajna i wyróżniająca się, ale która początkowo odbierana była przez duże firmy z rynku masowego, z jakimi zdarzało nam się rozmawiać, jako nieco dziwna i niezrozumiała. Przyjęła się za to bardzo dobrze wśród  polskich podróżników, a potem już broniła się sama. Pamiętam jak rysowałam ręcznie ponad sto wersji logo Bezdroży, a potem obrabiałam w Corelu. No i mieliśmy: logo, nazwę i dwa tytuły na początek działalności.

 

RM: Jaki był pierwszy krok w założeniu wydawnictwa „Bezdroża”? Czy w polskich realiach były jakieś przeszkody, które utrudniały otwarcie własnej działalności?

DZ: Na samym początku była to jednoosobowa działalność gospodarcza, później spółka cywilna, wreszcie spółka z o.o. Przeszkód formalnych nie było. Zakładaliśmy wydawnictwo na przełomie wieków, w czasach, gdy rozkwitała polska gospodarka; oficjalny rok rozpoczęcia działalności to 1999. W pierwszym roku pracowaliśmy w domu, a w kolejnym, kiedy pojawiły się nowe tytuły – Bukowina, Lwów, Krym (autorzy m.in.: Michał Jurecki, Aleksander Strojny) – wynajęliśmy pokój w budynku Apollo Film, gdzie za ścianą odbywały się posiedzenia jury Krakowskiego Festiwalu Filmowego, co bardzo nas artystycznie inspirowało. Do dzisiaj mam w domu tabliczkę: Wydawnictwo Bezdroża. Pokój nr 203 z naszym motto: „Wędrowcze, nie ma dróg, drogi tworzy się idąc” (słowa te napisał hiszpański poeta Antonio Machado). W tym pokoju przesiadywaliśmy czasem kilkanaście godzin dziennie i wszystkie niemal weekendy. Projektowaliśmy okładki, skanowaliśmy zdjęcia i slajdy, redagowaliśmy i składaliśmy książki. Pierwszym grafikiem był niezastąpiony Paweł Kosmalski, a pierwszym redaktorem naczelnym – wszechstronny Łukasz Galusek, który dzisiaj realizuje się zawodowo i naukowo w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie. Do naszej spółki współwłaścicieli dołączył wkrótce mój brat – Mateusz Zaręba, który wniósł do niej bardzo wiele, zwłaszcza z dziedziny informatyki, multimediów, niekonwencjonalnych kreacji graficznych i filmowych. Kiedy wydawnictwo zaczęło się rozwijać i zaczęło być postrzegane jako ważny gracz na rynku, pojawiły się nowe wyzwania, szczególnie w dziale dystrybucji i sprzedaży książek. Zwiększyliśmy liczbę tytułów, powstała internetowa księgarnia wydawnicza, pojawiła się nowa seria zielonych przewodników Michelin dzięki podpisanemu porozumieniu z tym prestiżowym francuskim Wydawnictwem w 2005 r.

 

RM: Na co się trzeba przygotować, kiedy mamy zamiar rozpocząć własny biznes?

DZ: Przede wszystkim na całkowite poświęcenie, oddanie się pracy, ciągłe o niej myślenie. To jest zawsze wpisane w biznes, w którym próbujemy połączyć pasję z pracą. Jest to niesamowita satysfakcja, z jednej strony, a z drugiej całkowity, a może nawet skrajny pracoholizm… Ale wierzę, że jeśli na początku zainwestuje się w pełni swoją pracę i możliwości w projekt, w który się wierzy, to taka inwestycja w przyszłości zaprocentuje.

Drugą ważną rzeczą w biznesie są wspólnicy i współpracownicy. My mieliśmy szczęście w trójkę tworzyć zgrany zespół, w którym każdy się uzupełniał, miał inne atuty, podejście. Mieliśmy też szczęście do współpracowników, zawsze trafiały do Bezdroży osoby, które utożsamiały się z marką i wnosiły coś nowego, ciekawego do firmy. Do dzisiaj w redakcji pracują osoby, które kochają podróże, muzykę świata, góry… Oni są wartością, która potem przekłada się na jakość produktu – książki podróżniczej.

 

RM: Czy uważasz, że jeśli zainteresowania i pracę łączymy razem, zwiększają się szanse na powodzenie przedsięwzięcia?

DZ: Zdecydowanie tak. Zawsze, kiedy wierzy się w to, co się robi, wkłada się w pracę swoje serce, to oddanie musi jakoś zaprocentować. Teraz możemy popatrzeć na to wszystko z dystansu i stwierdzić, że było warto. Człowiek statystycznie tyle czasu spędza w pracy i na pracy, że szkoda byłoby robić coś, co zupełnie nie angażuje, o czym przestaje się myśleć po powrocie do domu. Ja z sentymentu także dzisiaj piszę przewodniki dla Bezdroży, ostatnio wyspecjalizowałam się w tematach hiszpańskich – Baleary, Katalonia, Barcelona. Nawet zaczęłam się przy okazji uczyć tańczyć i śpiewać flamenco… Tak się to wszystko przedziwnie czasem przeplata:-)

 

RM: Masz jakiś przepis na sukces?

DZ: To jest trudne pytanie, bo każdy pewnie inaczej definiuje sukces. Ja generalnie nie lubię słowa sukces, wolę słowo spełnienie. Możliwość realizacji pomysłów, robienie tego, co się lubi, możliwość ciągłego rozwijania się – to są pewne wskaźniki tzw. spełnienia, które niektórzy nazywają szczęściem. Ale gdybyśmy mieszkali w innym miejscu na ziemi, gdzie np. panuje stan permanentnej wojny, dyktatura, gdzie nie ma szans na swobodną działalność gospodarczą – to nigdy nie mielibyśmy szans na realizowanie swoich marzeń czy pomysłów w takim wymiarze. Często o tym myślę z pokorą, jak podróżuję do krajów, których narody nie miały tyle szczęścia co my.  Ale jeśli pytasz o „przepis na sukces”, to na pewno jednym ze składników tego przepisu będzie słuchanie siebie i swoich pasji. Myślę, że szczerość w tym co się robi i w co się wierzy, przekłada się także na pozytywny przekaz marketingowy.

 

RM: Wydawnictwo „Bezdroża” stało się częścią jednego koncernu wydawniczego. Jak wpływa to na osobistą wizję wydawnictwa, z którym było się od początku?

Wraz z rozwojem działalności firmy największe wyzwania pojawiły się w dziedzinie dystrybucji i sprzedaży książek. To zdecydowanie najtrudniejsza dziedzina działalności na rynku wydawniczym. Nasza trójka współwłaścicieli poczuła, że nadszedł czas na nowy etap dla Bezdroży i nową formułę funkcjonowania firmy, dlatego w 2007 r. rozpoczęliśmy poszukiwania strategicznego inwestora. Okazało się, że zainteresowanie kupnem Bezdroży jest bardzo duże i to w kręgach największych polskich wydawnictw. Z perspektywy czasu bardzo cieszymy się, że kupno Bezdroży przypadło właśnie Wydawnictwu Helion, które doceniło markę i zainwestowało w nią. Tą niesamowitą grupę wydawniczą z Gliwic prowadzą prawdziwi pasjonaci książki, rasowi biznesmeni, przedsiębiorcy z klasą i wizją, a w wolnych chwilach także podróżnicy, wrażliwi na otaczający świat. Dzisiaj Wydawnictwo Bezdroża jest częścią Grupy Helion S.A. Poza klasyczną serią globtroterską, tworzącą wizerunek Bezdroży i jej korzeni, wydawane są nowe serie przewodników górskich, miejskich,  rekreacyjnych a także Michelina oraz coraz więcej książek podróżniczych. Dzięki bardzo dynamicznej działalności marketingowej Heliona chcą w Bezdrożach wydawać książki znani podróżnicy i publicyści. Wydaje mi się, że nazwa wydawnictwa, mimo problemów na samym początku działalności, przyjęła się na rynku książki i wywołuje dziś pozytywne skojarzenia. Mam też poczucie, że cały czas aktualne jest dawne bezdrożowe motto: „Chcemy, by nasze książki, pisane przez pasjonatów, zarażały wędrówką w poszukiwaniu nowych, nieznanych miejsc i pomagały w odkrywaniu szlaków niewydeptanych jeszcze przez turystów. Choć prowadzimy także przez popularne miasta i kraje, staramy się podpowiadać, jak – nawet idąc promenadą w tłumie spacerowiczów – usłyszeć opowieści starych murów, samotnych drzew i zapomnianych duchów”.

 

RM: Czy możecie się podzielić najważniejszą lekcją, której się nauczyliście działając w świecie biznesu/ na rynku wydawniczym?

Na pewno wiele jest takich lekcji. Kiedy patrzę na Bezdroża, to widzę, że w przypadku małej firmy duże znaczenie ma pozyskanie dużego partnera. Oczywiście nie jest to łatwe, ale warto tutaj mieć czasem bardzo ambitne cele strategiczne. Pamiętam jak Tomek Ostrowski konsekwentnie realizował swój pomysł na partnerstwo z Michelin, firmą z tradycjami i ich zielonymi przewodnikami znanymi na całym świecie. Rozmowy toczyły się bezpośrednio z Francją. Ten pomysł na początku wydawał się zwariowany, później, kiedy umowa doszła do skutku, trzeba było zmierzyć się z wielkim przedsięwzięciem wydawniczym i jego wprowadzeniem na rynek. Z perspektywy czasu widać, że było to ważne działanie, które poszerzyło ofertę, umożliwiło dotarcie do innego segmentu niż klasyczny czytelnik przewodników Bezdroży. Także obecność serii Michelin w portfolio firmy stało się roku dodatkowym naszym atutem w oczach inwestorów.

Inną lekcją jest ta związana z pracą z ludźmi, którzy budują markę. Myślę, że od początku z firmą współpracowały osoby, które potrafiły się zaangażować w pracę, utożsamić z firmą, wnieść do niej coś swojego. Ważna jest też taka otwartość i wzajemne zaufanie. Myślę, że Bezdroża nie powstałyby bez tego zespołu, który je współtworzył i w dużej części do dzisiaj chce współtworzyć, także w nowej strukturze własnościowej firmy.

 

RM: Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość zawodową?

DZ: W pewnym sensie cały czas czegoś szukam, starając się pogodzić swoje zainteresowania, podróżniczy styl życia z pomysłem na pracę i zarabianie środków do codziennego życia. Ja osobiście nie mam określonej jednej wizji mojej przyszłości zawodowej, a jedynie wiem co mnie interesuje, na czym się znam i w jakiej dziedzinie chcę się rozwijać. Jednym z takim kluczowych tematów jest ekoturystyka i ekopodróżowanie. Próbuję swoją wiedzę i pasję w tym temacie wykorzystywać zawodowo w różnych dziedzinach, chciałabym napisać nową książkę, stworzyć ciekawego bloga, który zainspiruje innych, zrealizować jakiś duży ekoturystyczny i międzynarodowy projekt…  Takie noworoczne postanowienia.

 

***

Wydawnictwo Bezdroża – krakowskie wydawnictwo podróżnicze, specjalizujące się w przewodnikach turystycznych i książkach podróżniczych.

Wydawnictwo Bezdroża założyła w 1999 r. dwójka młodych globtroterów – Dominika Zaręba i Tomasz Ostrowski. W początkowych latach specjalizowało się w publikacjach o Europie Środkowo-Wschodniej i Azji. Pierwszy był przewodnik pt. „Mongolia. Nie tylko step”. W 2005 roku Bezdroża zostały partnerem wydawniczym Michelin w Polsce, a w 2008 roku częścią Grupy Wydawniczej Helion S.A. Dzisiaj Bezdroża są jednym z największych wydawnictw turystycznych w Polsce. Nakładem wydawnictwa ukazało się blisko 200 tytułów.

 


niekonwencjonalny rodzaj pocztówki

Zawsze zwracam na nie uwagę, choć nie zawsze pamiętam by zrobić im zdjęcie. Są piękne, interesujące i inne w każdym mieście. Niektóre stanowią wysublimowany przykład sztuki użytkowej. Pokrywy włazów do studzienek kanalizacyjnych.

Chciałbym poszerzyć moją kolekcję, ale niestety nie dysponuję większą ilością fotografii. Ponoć nie ja jeden wpadłem na ten dość niekonwencjonalny pomysł. Pewien artysta wydał nawet cały album poświęcony tym obiektom. Fakt ten ucieszył mnie z jednej strony, z drugiej zasmucił. Może uda mi się go gdzieś kupić i pooglądać pokrywy, ale sam już go nie wydam.

Być może ktoś z Was dorzuci się do kolekcji?


szok egzystencjalny w podróży – niwelacja skutków

Dalsza podróż oznacza zwykle zetknięcie się z całkowicie z nowym otoczeniem, kulturą, jedzeniem i obyczajami. Czasami również z warunkami, powiedzmy szczerze, bytowymi, do których nie przywykliśmy prowadząc nasze codzienne życie. Ja sam miałem problemy z przełamaniem swoich urojeń dotyczących przede wszystkim czystości, wygody i diety. Niektóre osoby nadal pytają się mnie, w jaki sposób na czas podróży potrafię sobie z nimi radzić. Odpowiedź jest prosta, już nie muszę. Pierwsza podróż była lekcją życia i wyprowadziła mnie z letargu. Poza tym, zaszczepiła we mnie chęć poznawania świata i uczestnictwa w wielkiej wędrówce pomimo jakichkolwiek niedogodności.

Jakie są moje rady? Oto one.

1. Podróż to inna rzeczywistość, w której panują inne prawa niż w codziennym życiu. Zapomnij o uprzedzeniach, daj sobie na wstrzymanie i pomyśl, że i tak nie masz na coś wpływu. Nie bądź do końca sobą. Porównałbym to do obracania się wokół własnej osi, kiedy to kręci się w głowie i widzi się tylko smugi. Jedz to, co Ci dadzą i nie zastanawiaj się, czy kucharz umył ręce po wizycie w toalecie. Usiądź na brudnej podłodze, śpij na niewygodnym łóżku. Nie musisz myć się codziennie. Wszystko da się przeżyć.

2. Zachowuj się jak inni. Skoro oni żyją w tych warunkach, to Ty też możesz.

3. Po powrocie zawsze możesz wrócić do „normalności”

Tak naprawdę, jeśli komuś zależy na doznaniach i przeżyciu przygody nie będą mu potrzebne powyższe zasady. Z drugiej strony, jeśli ktoś może pozwolić sobie na podróże w komfortowych warunkach to niech z nich korzysta.


postanowienie backpackera

W podróżowaniu najlepsze są miłe niespodzianki, które pozwalają iść dalej naprzód. Są one możliwe jedynie dzięki otwartości i życzliwości osób spotkanych na naszej drodze. Nie raz ich wyglądałem, zwłaszcza gdy musiałem spać na dworcu, albo gdy zgubiłem się w nieciekawej dzielnicy. Zawsze wtedy, gdy ktoś okazał mi zainteresowanie, obiecałem sobie, że ja sam po powrocie do kraju będę tym dobrym Samarytaninem. Tak też się stało pewnego dnia. Początkowo niechętnie, z pewną dozą ostrożności przyjąłem zbłąkanych w swe progi. Potrzebowałem jednak kilku minut by przypomnieć sobie swoje podróżnicze postanowienie i wywiązać się z obietnicy złożonej przed samym sobą.

Wszystko zaczęło się od telefonu od mojej siostry i pytania „wzięliśmy dwóch autostopowiczów ze Szwecji, możesz im pokazać Wawel?” Chyba nie spodziewałem się, że akurat ona będzie do tego zdolna. Zawsze sprawiała wrażenie nieśmiałej w stosunku do obcych, zwłaszcza z zagranicy. Musiała się sporo ode mnie nasłuchać jak trudno czasami złapać stopa i jak sympatycznie jest poznać kogoś zupełnie obcego. Ważne, że wzięła sobie to do serca. Gdyby nie moje popołudniowe plany pewnie pokazałbym im zamek, rynek i odesłał do taniego hostelu. Na szczęście jednak zaproponowałem im kawę w naszym mieszkaniu. Po ponadgodzinnej rozmowie o Polsce, Krakowie, Szwecji i ich planach, wyszliśmy na taras. Kiedy usłyszałem „możemy przenocować dzisiaj na twoim tarasie?”, w pierwszym momencie zaniepokoiłem się zostając wzięty przez zaskoczenie, ale już po chwili powiedziałem „why not!”. Po kilku sekundach doszło do mnie jednak, że pomimo fantastycznej pogody, jest już październik, noce są chłodne i choć moi goście mają śpiwory, pewnie zamarzną. W miarę szybko powiedziałem im, że nie mogą spać na tarasie, bo w mieszkaniu będzie im znacznie bardziej wygodnie.

Byli naprawdę wdzięczni, że mogą spędzić choć jedną noc w komfortowych, jak na ich standard, warunkach, wziąć prysznic, napić się gorącej kawy. W podróży byli już kilka tygodni, korzystali jedynie z autostopu, nieczęsto spali w hotelach. Chcieli dotrzeć do Izraela, przemierzając Słowację, Austrię, Włochy, Albanię i Grecję i wrócić z powrotem do swojego kraju przed świętami Bożego Narodzenia. Miała być to dla nich pierwsza tak odległa wyprawa.

Wieczór spędziliśmy na rozmowach o podróżach, naszych krajach, o Bogu i wierze. Mimo że nasze poglądy dotyczące Absolutu drastycznie się różniły, odnaleźliśmy wspólny język i sens tego, kim i czym chcielibyśmy być dla innych. Nasze dywagacje szybko znużyły moją siostrę i jego przyjaciela. Właściwie tylko ze względu na nich zakończyliśmy rozmowę, która mogłaby przeciągać się w nieskończoność.

Rano szybko okazało się, że może lepiej dla nich będzie zostać jeszcze jeden dzień w Krakowie. Propozycja wyszła ode mnie, choć moi goście chyba na to liczyli. Nie szkodzi, przyjemność po mojej stronie. Wieczorem wszyscy byliśmy już z powrotem w mieszkaniu. Szwedzi przynieśli przepyszny tort orzechowy, nad którym uroczyście zasiedliśmy. Jeden z nich zapytał, czy nie będziemy mieć nic przeciwko jeśli się pomodlimy przed jedzeniem. Chyba początkowo nie wiedziałem o co mu chodzi, kiwając głową na znak zgody. Dopiero kiedy zaczął mówić „Boże dziękujemy ci za ten tort, za możliwość zjedzenia go z Radkiem i jego siostrą, którzy przyjęli nas w swoje progi. Boże, miej ich w opiece, miej w opiece ich rodziny i nas samych. Dziękujemy ci za dotychczasową podróż, za ludzi, którzy nam w niej pomogli. Spraw aby nasza wędrówka przebiegała bez problemów i doprowadziła nas do celu, a Radka i jego siostrę obdarz szczęściem i pomyślnością” … Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Początkowo myślałem, że modląc się nad tortem po prostu sobie żartują, jednak poważny ton głosu i skupienie na ich twarzach, pozwoliło mi sądzić, iż są w tym momencie śmiertelnie poważni. Zjedliśmy tort, pogadaliśmy, a rano nasi goście wyruszyli w dalszą podróż.

Po ich wyjeździe, jeszcze przez kilka dni uśmiechałem się sam do siebie, i to z dwóch przyczyn. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek całkowicie obcy człowiek poświęcił mnie Bogu w swojej modlitwie. Choć nie wierzę w jego istnienie, to fakt, że osoba, dla której Stwórca oraz wiara w niego to cały sens życia, dziękuje mu za spotkanie ze mną i powierza mnie jego opiece, daje niezwykłą motywację. Motywację i potwierdzenie, że tak niewielki gest z naszej strony może okazać się wręcz bohaterskim czynem w oczach innych. Co więcej, teraz nie mam żadnych obaw co do rozpoczęcia mojej kolejnej podróży. Na pewno ktoś wyciągnie do mnie pomocną dłoń. Bo jakie jest prawdopodobieństwo, że stanie się inaczej?

P.S.

Johan i Joseph dotarli do Izraela i szczęśliwie wrócili do Szwecji tuż przed świętami. Przez cały czas podróży informowali nas gdzie są tym razem. W Wigilię otrzymaliśmy od nich ostatnią wiadomość. Ciekawe kiedy się jeszcze zobaczymy.


nowa rasa koczowników

Człowiek nie prowadzi już osiadłego trybu życia. Tłumione przez cywilizację instynkty i nawyki zrodziły się na nowo. Ponownie rozkładamy swoje namioty tam, gdzie jest zwierzyna i warunki do przeżycia. Co sezon polujemy i śpimy w innym miejscu. Gromadzimy tylko tyle, ile potrafimy przenieść. Zbędny ładunek porzucamy bez sentymentu, byle poruszać się szybciej i nie narażać się na zagrożenie.

Narodziny rasy

Pisarz i futurolog, Alvin Toffler w swej publikacji „Szok przyszłości” kieruje uwagę na barierę psychofizycznej adaptacji człowieka do cywilizacji szybkich zmian, postępującego rozwoju technologicznego, świata jutra. By nie doznać szoku, który niesie przyszłość, człowiek musi dostosować się do współczesnych realiów. Konieczne jest, by każda z osób XXI wieku zrozumiała ulotność związków w jakie wchodzą z innymi ludźmi, miejscem zamieszkania, przedmiotami. Jeszcze nigdy w historii odległość nie miała mniejszego znaczenia niż obecnie. Codzienne dojeżdżanie do pracy, podróże i regularne zmiany miejsc zamieszkania stały się naturalną częścią życia dzisiejszych wysokorozwiniętych społeczeństw. Zmieniająca się sytuacja gospodarcza powoduje zmniejszenie bądź zwiększenie miejsc pracy w danym miejscu. Ludzie podążają za tymi zmianami w ogromnych falach migracyjnych, pozostając jednocześnie w gotowości do dalszego przemieszczania się. Bez wahania zmieniają miejsca pracy, kierując się aktualnymi potrzebami.

W międzynarodowych korporacjach przenoszenie pracowników do innego kraju w ramach jednej organizacji, stało się praktyką i formą treningu, skutkującą powstaniem grupy „korporacyjnych cyganów”. Bardziej skłonni do koczownictwa są ludzie światli, utożsamiający podróż z przygodą, rozszerzaniem uroków życia i awansem. Niewykształceni i bardziej związani z domem pracownicy fizyczni mają dużo mniej ograniczony zasięg ruchu.

Choroby rasy

Nie wszyscy ludzie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Społeczność, do której przybyli często różni się znacząco od tej, z której pochodzą. Możliwe są stany niepokoju i depresji, wycofanie się ze społeczeństwa. Każda przeprowadzka niszczy sieć starych stosunków i kontaktów. Daje to co prawda szanse stworzenia nowych, jednak w miarę powtarzania tego procesu, człowiek traci zaangażowanie. Z powodu nazbyt szybkiego tempa nie zapuszcza korzeni. Im większa ruchliwość jednostki, tym więcej krótkich spotkań face to face, z których każde ma charakter przelotny i fragmentaryczny. Koczownicy tracą tożsamość narodową lub związaną z pochodzeniem na rzecz lojalności korporacyjnej, stowarzyszeniowej.

Przewaga koczowników

Mimo wielu niedogodności koczownictwo otwiera nowe formy wolności. Pozwala zamknąć nieudany rozdział i otworzyć nowy, wykreować wizerunek koczownika, w taki sposób, w jaki on sam chce. Wielość i różnorodność wykonywanej poprzednio pracy spowodowała, że nie można określić ich do konkretnej grupy zawodowej. Kariera nie jest już ścieżką, a swoistą „trajektorią”, dającą możliwość dopasowania się do aktualnych potrzeb rynku.

Ile jest w nas z nomadów?

Toffler swoje obserwacje opisał na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecie, analizując społeczeństwo amerykańskie. Ostrzegał przed niekontrolowanym rozwojem cywilizacyjnymi i negatywnymi skutkami dla społeczeństwa. Już od kilku lat w Polsce można obserwować podobne procesy. Ludzie nie boją podejmować się ryzyka, chcą wykorzystać swoje umiejętności dla osiągnięcia materialnych i ambicjonalnych korzyści. Na jednym
z uniwersytetów zapytano grupę trzydziestu studentów, czy uważają się za współczesnych koczowników, ludzi nowoczesnych. Mimo że część z nich odpowiedziała negatywnie, po przeprowadzonym teście okazało się, iż cała grupa prowadzi koczowniczy tryb życia*. Chyba nie unikniemy przyszłości. Możemy stać w miejscu kultywując dotychczasową egzystencję albo złożyć namiot, spakować cyfrowe narzędzia i ruszyć na żyźniejsze ziemie.

*Badania własne.


o podróżowaniu

Podróże, tripy, wycieczki, wyprawy – jakkolwiek by nie nazwać pakowania plecaka i wyjazdu poza miejsce zamieszkania, oznacza to dla mnie jedno – odkrywanie nowych miejsc, poznawanie nowych ludzi, smakowanie nowych kultur, zagłębianie się w nową rzeczywistość. Tak więc hasłem przewodnim każdej podróży jest „nowość”. Choćbyśmy przybywali do miasta, które odwiedzaliśmy już kilkakrotnie, zawsze odkryjemy w nim coś nowego. Kąt padania promieni słonecznych zmienia się co dzień przez 365 dni, rzucając zawsze inne światło na ten sam obiekt. Nawet w rodzinnej miejscowości, w której znamy każdą cegłę, możemy dostrzec coś nowego. Tym są dla mnie podróże.

Wiele osób twierdzi, iż podróżnikami są tylko te osoby, które odrzucają dobra doczesne, boso i arogancko idą przed siebie. Wydaje mi się jednak, że nie koniecznie potrzebujemy przedzierać się przez dżunglę z maczetą w dłoni, aby podróżować. Najważniejsze jest chyba, aby przeżywać wyjazd, kontemplować chwilę, cieszyć się doznaniami, próbować i myśleć. Warto być odważnym, czasami zboczyć z trasy, nieraz zmienić plan. Najlepiej jest jednak udawać się w podróże bez scenariusza.