australia

Kraj na drugim krańcu świata. Przez wiele lat sama myśl o podróży do Australii wydawała się mi odległa, może nawet poza moim zasięgiem. Nadszedł w końcu moment, że z dnia na dzień zarezerwowałem bilet i ruszyłem przed siebie, a dotychczasowy dystans jakby się skrócił. Nie wiem, co bardziej zapamiętam z pobytu tutaj – widok koali na wolności, operę w Sydney, przelatujące popołudniami tuż nad głową ogromne nietoperze, czy setki surferów zmagających się z falami. Już wiem. Najlepsze co mogło mi się przytrafić to spotkanie z moimi przyjaciółmi. Przez kilka lat dzieliły nas tysiące kilometrów, a mimo tego rozmawialiśmy, jak gdyby minął zaledwie tydzień. Chyba to dzięki nim Australia sprawiła na mnie tak pozytywne wrażenie.

Australia jest fotogeniczna, przynajmniej dla mnie. Wolałem nie zakładać okularów, aby nie stracić prawdziwego koloru nieba i blasku mieniących się w słońcu fasad z piaskowca. Tym razem nie pisałem. Zrobiłem tylko kilka notatek skupiając się przede wszystkich na zdjęciach.

Powietrze pachniało znajomo, jakbym ponownie odwiedzał bliski mi Londyn.

Wystarczył pięciogodzinny lot, abym znalazł się w zupełnie innym świecie. Z jednej strony tak podobnym do tego, w którym się wychowałem, a z drugiej kompletnie innym od tego, do którego przywykłem w ostatnim czasie.

Poczułem coś niepokojącego, jakby atmosferę końca lata.

Po pięciu miesiącach spędzonych w Azji czuję się trochę nieswojo, na nowo muszę uczyć się jak poruszać się po ulicach. Nikt na mnie nie patrzy.

W ogrodzie botanicznym spotkałem się z tym samym miodowym zapachem kwiatów, który towarzyszył mi prawie cały czas w Azji. Dziwnie się poczułem, jakby przez moment zatęskniłem za tym światem. Co dopiero będzie po powrocie do kraju.

Jeszcze nie tak dawno oglądałem płonący busz w telewizji. Dzisiaj przejeżdżam szutrową drogą przez las z miedzi i węgla. Nareszcie pada deszcz, a waleczne drzewa zakładają na siebie zielone liście.

Obserwuję ludzi. Obserwuję czas wolny wypełniony piknikami, surfingiem, spotkaniami na plaży. Natura zawsze bierze w nim czynny udział.

Naszpikowane współczesną architekturą miasta stają się galerią, po której chodzę rozglądając się na wszystkie strony. Wystarczy trochę oddalić się od tętniących życiem metropolii, aby znaleźć się na prawdziwym pustkowiu.

Chodząc pomiędzy wieżowcami Melbourne, napotkałem wiele gołębi tak przezroczystych i ignorowanych przez innych. Niektóre szukały jedzenia w koszach, inne spały na ławkach lub prosiły o pieniądze. Nie widziałem ich od dłuższego czasu. Nie spodziewałem się, że spotkam je tutaj.

 

Melbourne

 

Great Ocean Road

 

Sydney

 

Nowa Południowa Walia

 

 


%d blogerów lubi to: