oman, dubaj

20,21.11.

Pewnego razu przeczytałem artykuł o kraju, o którym stosunkowo nie wiele wiedziałem. Kraj wspaniałych krajobrazów, kraj blisko pięciuset fortów, kraj o długiej historii. Oman zainteresował mnie w mgnieniu oka i czekałem tylko na możliwość podróży do państwa na krańcu Półwyspu Arabskiego. Mieszkam obecnie w Jordanii i jeśli już znajdziemy się na Bliskim Wschodzie, wrota tanich linii lotniczych otwierają się przed nami i możemy oddać się marzeniom podróży w praktycznie dowolne miejsce za niewielką sumę. Ja wybrałem FlyDubai do Omanu z najdłuższą przesiadką w Dubaju w drodze powrotnej. Udało mi się trafić na promocję i za bilet zapłaciłem 850 złotych, regularna cena wynosi około 1000.

Zrobiłem mały research dotyczący cen noclegów w hostelach. Po pierwsze hosteli brak, a po drugie ceny za pokój w hotelach przekraczają granicę rozsądku. Trzeba było zatem użyć wyobraźni i porozmawiać z odpowiednimi osobami. Znajoma skontaktowała mnie z jednych chłopakiem z Muscatu, który zgodził się nas ugościć.

Gorące powitanie na lotnisku, temperatura przekraczająca 30 stopni i wysoka wilgotność. W pierwszej chwili pomyślałem, że wylądowaliśmy w Indiach i nie tylko ze względu na klimat, ale także na dużą liczbę Hindusów i Pakistańczyków, którzy albo tu pracują, albo przyjechali na wakacje. Pojawiła się niepewność, czy aby znajomy naszej znajomej się pojawi i odbierze nas z lotniska. Po kilkunastu minutach zjawił się uśmiechnięty chłopak w śnieżnobiałej, długiej arabskiej koszuli i zaprosił nas do samochodu. Po drodze zatrzymaliśmy się w przydrożnej restauracji na coś w rodzaju naleśnika z serem, jajkiem oraz miodem i wypiliśmy do tego mleko z szafranem.

Pierwsze wrażenie z Muscatu – czysto, dużo zieleni, zadbane budynki, wszystko wydawało być się dobrze zorganizowane. Zupełnie inaczej niż w Ammanie. Miejsce, w którym mieliśmy zamieszkać to trzypokojowe mieszkanie, w którym oprócz czterech braci zawsze przebywają jeszcze jacyś goście z zagranicy. W sumie było nas 10 osób.

Po odespaniu lotu udaliśmy się do starej części miasta. Spacer corniche, pałac sułtana, forty, wieże strażnicze, kolorowe papugi na drzewach, morze i strome góry. Iście bajkowa sceneria. Przez cały ten czas uśmiech nie mógł zejść mi z twarzy, być może odnalazłem swoje miejsce na ziemi. Na koniec kolacja w restauracji nad brzegiem i powrót do mieszkania.

Już myślałem, że uda mi się położyć do łóżka i odespać zarwaną noc, jednak nasz omański kolega wpadł na pomysł udania się do kina na „The Hunger Games”. Jeśli byłby to inny film pewnie bym odmówił, ale sam planowałem go obejrzeć, choć akurat nie w Omanie. Wizyta w kinie była sama w sobie ciekawym doświadczeniem. Wystarczyły sceny z pocałunkami lub uściskami, aby przeważająca męska część widowni chichotała i gwizdała. Wolę sobie nie wyobrażać jak reagują na ostrzejsze filmy.

Po powrocie zarezerwowaliśmy samochód na kolejne dwa dni za łączną sumę około 350 złotych. Koszty rozłożyły się na trzy osoby, więc był to chyba najtańszy i najwygodniejszy środek transportu. W Omanie nie ma transportu publicznego, paliwo kosztuje grosze, samochód daje duża swobodę podróżowania i oczywiście można zobaczyć znacznie więcej w krótszym czasie. Jak się później okazało, był to strzał w dziesiątkę.

Jeżdżąc ulicami Muskatu miałem wrażenie, że niebawem i tutaj będą obchodzić Boże Narodzenie. Wzdłuż dróg rozwieszone były bowiem białe, czerwone i zielone lampki, liczne dekoracje nawiązujące do symboli Omanu, portrety sułtana. Wiele samochodów przemalowano na narodowe barwy. Wszystko dlatego, iż zaledwie przed tygodniem obchodzono 44 rocznicę wyboru Sułtana Qaboosa na władcę Omanu.

22.11.

Wczesnym rankiem odebraliśmy samochód i wyruszyliśmy odkrywać Oman. Nie spodziewałem się, że autostrady w tym kraju są w tak dobrym stanie i pozwalają dotrzeć do najodleglejszych miejsc naprawdę szybko. Na początek wizyta w dawnej stolicy Nizwie. Oprócz fortu i kompleksu pałacowego w samym mieście nie ma zbyt wielu dodatkowych atrakcji. Jednak sam krajobraz rozciągający się ze szczytu fortu zapada na długo w pamięci. Kilka kilometrów za miastem odwiedziliśmy park, by zobaczyć jeden z najstarszych systemów irygacyjnych na świecie – Fajal Daris. Są to po prostu kanały, które doprowadzają do miast wodę z górskich terenów, a mieszkańcy okolicznych wiosek chętnie oddają się w nich chłodzącym kąpielom.

Podróż samochodem pozwala na zjechanie z trasy i zatrzymanie się w dowolnym miejscu. Udając się do Bahli, kilkakrotnie robiliśmy postoje na osiedlach i w wioskach, by z bliska przyjrzeć się ich architekturze. Nawet najskromniejsze budynki swoim stylem przypominają bardziej małe, kolorowe pałacyki aniżeli mieszkalne domy.

Fort w Bahli nie różnił się stanowczo od tego w Nizwie i wspólnie przyznaliśmy, że omańskie forty mamy zaliczone. W drodze powrotnej do Muscatu zatrzymaliśmy się na jednym wzgórzu, z którego rozciągała się malownicza panorama okolicy.

Wieczorem wróciliśmy zmęczeni długą jazdą i syci górzystymi pejzażami. Nie spodziewaliśmy się, że nasz przyjaciel zorganizował dla nas jeszcze jedną atrakcję – kręgle. I ponownie, być może nie na to liczyłem przyjeżdżając do Omanu, jednak za nic nie oddałbym widoku Omańczyków ubranych w długie, białe koszule i charakterystyczne czapki grających w kręgle.

23.11.

Podróże bez scenariusza, właśnie w taki sposób podróżuję. Są miejsca, które chcę odwiedzić, ale zawsze jestem gotów zmienić plany i przyjąć rekomendacje ulubionych miejsc innych osób, zwłaszcza tych, którzy mieszkają tu na co dzień. Nie pojechaliśmy zatem do Sur, gdyż powiedziano nam, iż jest to kolejne portowe miasto i choć malownicze, nie zapadnie nam zbyt długo w pamięci. Polecono nam natomiast Wadi Ash Shab. Chyba była to bardzo dobra rada bo zakochałem się w tym miejscu. Wadi po arabsku to po prostu dolina, choć ta jest naprawdę wyjątkowa – otoczona stromymi ścianami pomarańczowo-brązowych gór, porośnięta palmami i wypełniona błękitnym strumieniem. Trekking zajął nam niecałą godzinę, a na końcu trasy mogliśmy liczyć na chłodną nagrodę. Kąpiel w górskiej rzece szybko zmyła z nas zmęczenie, a skoki do wody ze znacznej wysokości wprawiły nas w nastrój jaki towarzyszy dzieciom bawiącym się w podobny sposób. Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się skalna grota z niewielkim wodospadem, do której trzeba się prześlizgnąć przez wąski otwór. Przebywając w środku groty można odczuć, że zostało się w niej zamkniętym, a jedyne wyjście znajduje się gdzieś w pęknięciu w jej sklepieniu, przez które wpadają promienie słońca. Gdybyśmy nie mieli jeszcze innych planów z pewnością zostalibyśmy tu dłużej.

Spacer uliczkami wioski rybackiej Tiwi, zbieranie kamieni na białej plaży w Fins i sok w miasteczku Qurayyat. Ostatnia miejscowość zaznaczona jest na mapie jako miejsce warte odwiedzenia ze względu na fort, ale po imponujących wielkością fortach w Bahli i Nizwie nic nas nie mogło już zaskoczyć.

Ostatnim miejscem, które postanowiliśmy zobaczyć to Hawiyat Najm w Dabab – z arabskiego „spadająca gwiazda”. Według lokalnej legendy głęboki krater, którego dno wypełniła woda, powstał na skutek zderzenia się meteorytu z ziemią w tym miejscu. Chętnie przyjeżdżają tu turyści jak i młodzi mieszkańcy okolicznych wiosek by trenować skoki do wody ze znacznej wysokości.

Podróż do Muscatu minęła bardzo szybko, a pozostałości niewykorzystanej energii przeznaczyliśmy na nocne zwiedzanie meczetu Sułtana Qaboosa.

24.11.

Zdecydowałem się udać się kolejny raz na spacer brzegiem morza w starym Muskacie. Zajrzałem prawie w każdą uliczkę, sfotografowałem każdą część dawnych fortyfikacji, odwiedzałem lokalne restauracje w poszukiwaniu nowych smaków. Jak dla mnie miejsce to jest obłędne.

Po doświadczeniach związanych z wizytą u fryzjera w Jordanii, stwierdziłem, że będzie to niezła zabawa odwiedzać lokalne salony w każdym z nowych krajów, do których się udam. Omański kolega przyznał, że najlepszymi fryzjerami w Muskacie są Hindusi, dlatego też zabrał mnie do skromnego, to mało powiedziane, miejsca. Wytłumaczyłem zwięźle o co mi chodzi – „tak samo, tylko nieco krócej”. W lustrze odbijały się dwa zaniepokojone spojrzenia, moje i fryzjera Hindusa. Nie wiem czego on się bał, bo to ja miałem do stracenia włosy. Z rezultatu byłem jak najbardziej zadowolony, ale na strzyżeniu się nie skończyło. Pan fryzjer wyciągnął z szafy chyba stuletni przyrząd do masażu głowy, który nałożył na dłoń. Maszynka miała wprowadzić jego dłoń w drgania, które pozwolą mi się zrelaksować i pobudzić krążenie. Nie wiem, czy to w ogóle pomogło, ale sam masaż był ciekawym doznaniem. Za wizytę zapłaciłem jakieś dziesięć złotych. Na moich włosach mógłbym nawet zarobić. Omański przyjaciel zaproponował mi pewną sumę jeśli zdecydowałbym się mu je oddać. W pierwszym momencie nie wiedziałem za bardzo o co chodzi, ale później wytłumaczył mi, jednocześnie gładząc moją głowę, że też chciałby być blondynem…

25.11.

Zwiedzanie Meczetu Sułtana Qaboosa jest możliwe jedynie przez kilka godzin rano. Nie chcąc tracić czasu zatrzymaliśmy taksówkę, z której akurat wysiadał starszy mężczyzna. Wiedzieliśmy, że nie powinniśmy zapłacić więcej niż równowartości pięciu złotych, jednak kierowca zażądał dziesięć. Nawet nie negocjowaliśmy, gdyż zwykle wystarczy zaczekać na kolejną. Wychodzący z taksówki mężczyzna powiedział, żebyśmy wsiadali bo zapłacił za kurs do meczetu. Byłem zaskoczony i nadal zastanawiam się dlaczego to zrobił, czy była to forma zakatu, a może dżihadu.

Meczet został wybudowany w 2001 roku i stanowi wizytówkę miasta. Otaczający go park przypomina bardziej rajski ogród wyłaniający się spośród surowego pustkowia. Strzeliste łuki układające się w szpaler prowadziły do głównego pomieszczenia. Żyrandole udekorowane milionami kryształów rozpraszały światło tworząc kolorową tęczę na białych ścianach. Jeden z największych na świecie dywanów wyścielił każdy zakątek musalli. Zbliżała się pora modlitwy dlatego też musieliśmy opuścić to miejsce. Po drodze do mieszkania zatrzymaliśmy się na chwilę przed nowoczesnym budynkiem opery.

Po południu wybraliśmy się na plażę. Tylko kilka osób spacerowało brzegiem Zatoki Omańskiej, dlatego też mogliśmy się bez skrępowania cieszyć urokami tego miejsca. Przyznam się, że pływanie w tym akwenie przypominało bardziej ciepłą kąpiel w wannie, gdyż wchodząc do wody nie odczuwa się różnicy temperatur. Czysta przyjemność.

Chciałem przygotować pożegnalną kolację dla osób, które pozwoliły mi się zatrzymać w ich mieszkaniu. Wchodząc do sklepu zauważyłem cztery kobiety, które nosiły na twarzy omańską odmianę hidżabu. Wygląda ona jak sadomasochistyczna maska zasłaniająca nos i policzki. Trudno jest zauważyć kobiety w Muskacie noszące tego typu osłonę, ale na południu kraju jest ona bardziej popularna.

Opuszczając nad ranem Muskat postanowiłem, że na pewno jeszcze tu wrócę. Była to dla mnie niesamowita niespodzianka, gdyż nie spodziewałem się tak wiele po tym kraju. Wspaniała przyroda, orientalna architektura i przyjaźni ludzie. Podróż po Omanie, choć niezbyt długa, pozostanie dla mnie jedną z najciekawszych jakie kiedykolwiek odbyłem.

26.11.

Już kilkakrotnie planowałem wyjazd do Emiratów, ale zawsze odkładałem go na później. Rezerwując bilet do Muscatu wybrałem zatem opcję najdłuższego postoju w Dubaju w drodze powrotnej do Ammanu, prawie 12 godzin. Na początku obawiałem się, że może nie wystarczyć mi czasu na zwiedzenie najciekawszych miejsc, które chciałem zobaczyć. Okazało się jednak, iż kilkanaście godzin w zupełności na to pozwoliło. Po opuszczeniu lotniska udałem się na najbliższą stację metra i kupiłem jednodniowy bilet na wszystkie środki transportu – metro, tramwaj, autobus, który kosztuje około 20 zł.

Już w metrze można zauważyć, iż Dubaj to istny kocioł wszelakich narodowości, z którego rozbrzmiewa łamany angielski. Wydawało mi się zawsze, że wszystko jest tutaj luksusowe, a społeczeństwo stanowią wyłącznie biznesmeni. Bardzo się myliłem. Wystarczy oddalić się o kilka stacji od centrum, żeby zobaczyć biedniejszą dzielnicę.

Nie mniej jednak Burj Al Arab, plaża i wieżowce w okolicy Nakheel robią duże wrażenie. Chyba całemu miastu można przypiąć etykietę „under construction”. Wysokie żurawie stanowią i budują architekturę miasta. Pytałem się kilku znajomych, co warto zobaczyć w Dubaju. Jednym z miejsc, które powtarzali był Dubai Mall. Zwykle stronię od tego typu miejsc, jednak zajrzałem tam na chwilę, ale po to by kupić bilet na szczyt Burj Khalifa. Kolejka do kasy ciągnie się w nieskończoność, a wejście jest prawie niemożliwe bez wcześniejszej rezerwacji. Innym razem zobaczę Dubaj z wysokości prawie kilometra. Chyba właśnie Burj Khalifa podobał mi się najbardziej. Stalowa konstrukcja odbijała promienie słońca, a szklana elewacja absorbowała błękit nieba. Burj Khalifa to symbol tego utopijnego miasta i zarazem przesłanie – wszystko jest możliwe jeśli ma się pieniądze.

Nie wiem, czy zbyt dużo oczekiwałem od tego miasta, czy po prostu rzeczywiście nie ma ono w sobie uroku. Pamiętam, że kiedyś prowadziłem zajadłą dyskusję z kolegą, które miasto jest ciekawsze pod względem architektonicznym – Dubaj czy Nowy Jork. Choć broniłem stolicy emiratu, teraz rozumiem argumentację kolegi – Dubaj jest nowoczesny i wszystko można tu zobaczyć, jednak Nowy Jork to klasyka.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: